Ulver – Blood Inside (2005)
Ulver – Blood Inside
I
Coś jest nie tak, inaczej niż było, miało i powinno być. Moja niezgoda nie wystarcza. Brak jej wektora, rozprasza się, zatraca i znosi sama siebie.
Czy to światło jest ze światła, czy ze zmierzchu Dawnego? Nie mogę się utwierdzić w żadnym przekonaniu, bo zapomniałem o Paradygmacie.
Postacie w czerni. Wskrzeszone z zapomnianych ksiąg rytuały. Nic do siebie nie pasuje: ja, Ty i Kosmos. Odosobnienie i odosobienie ukonstytuowane w Osobności.
Nie wierzę, że po mnie zapłaczesz
Już słyszę, jak kopiesz mi dół…
Hałas, wszystko przetwarza się w dźwięk. Wyraża się w nim każde moje uczucie, każda reakcja świata na moje Istnienie. Nie dam rady przedrzeć się przez wszystkie warstwy, oddzielać ich od siebie, odrywać i odbierać bodźców pojedynczo. Podświadomie przestaję na nie reagować.
Tak jest łatwiej, ale nie lepiej.
II
Może poświęcić się miłości (do) Boga? Ale czy on jej potrzebuje? Czy ona nie przelewa się przed jego Nadistnienie? Tylko że ja mogę potrzebować Jej od Niego, by wygrać, bo jestem zbyt słaby, by pokonać kogoś tak silnego jak ja sam.
Spalam się szybciej niż samo światło i schodzę głębiej w siebie niż sama ciemność.
ty też zapłoń
zapłacz zamilcz zniknij
zaniebądź
zmaż siebie ze mnie z mojego ja
odchodzę z każdą sekundą
w krzyk a-a an
III
Bóg się znów urodzi, a my po raz kolejny rozproszymy się na Wietrze.
Jakieś święta, przygotowania… Nie obchodzę ich ani one mnie. Wszyscy na coś czekają, a ja już nawet o nich, czekających, zapomniałem. I o samym Czekaniu też.
To nie jest normalne, ale normalność się jeszcze nie usankcjonowała, więc na razie wstrzymajmy się od tak stanowczych sądów.
Musiało być coś wspólnego, coś naszego, jakieś skrzyżowanie naszych ścieżek. Przelotność i Nietrwałość, nasze Małe Apokalipsy powtarzane wraz z każdym przypadkowym spojrzeniem.
mogliśmy czuć tę samą pustkę
w tych samych miejscach gubić sens
odkrywać z mozołem te same prawdy
mogliśmy (…)
wydzierać sobie z ust strzępki słów
pomyśleć naiwnie że wieczność to dziś
Przetwarzam swoje “ja” odpowiednio do konsytuacji, kontekstu i konstatacji, ale wciąż nie jestem ukontentowany.
IV
To nic innego jak Pustka. Poza nią nie ma niczego, być może w ogóle nigdy nie było. Przesiąkam nią, chłonę ją i sam przestaję być pewien własnego istnienia.
Tylko jakieś głosy… One przecinają Pustkę, ale również są jedynie nią. Mogę je zatrzymywać, chwytać, rozciąć w czasie. W przestrzeni nie, bo tej nie ma, a przynajmniej jej nie postrzegam… I te głosy nakładają się na siebie, przenikają przez siebie, ale są tak samotne, osobne…
Sam nie potrafię nawet wydobyć z siebie jednego parszywego dźwięku, zrobić czegokolwiek, przez co mógłbym samemu sobie zaświadczyć o swoim istnieniu.
Wiem, że nie jestem Początkiem i nie będę Końcem, a stanowię jedynie wynik dzielenia przez moment w czasie i nakreślone okręgiem horyzontu miejsce pod słońcem. Choć nawet tego przestaję być pewien.
V
Natura objawia się jako Stworzenie i jako Stworzone jest postrzegane. Tu przebiega jako proces wynaturzony, szaleństwo przetworzenia. Objawiam się jako jej dzieło i jako jej dzieło oddaję siebie światu, również będącego jej dziełem.
O co chodzi w tym wszystkim? O czym to jest? Jak to jest? To, co słyszę, to nie dźwięk, to, w jaki sposób się objawia, to nie brzmienie, a to, co tworzy poprzez zgrupowanie i przemnożenie, to nie muzyka.
Kim i w jaki sposób, biorąc pod uwagę ów stan rzeczy, jestem ja? Czy w ogóle jest jakieś “ja”?
VI
Muszę poszukać Prawdy, a tę znaleźć mogę w Księdze. Nie jestem jednak jedynym, który pragnie i próbuje ją znaleźć. Przewracam strony, omiatam wzrokiem litery, ale czyjeś oczy pragną innych liter, łakną innych słów i chcą szukać tam, gdzie ja już szukałem i niczego nie znalazłem. Każdy albo ma, albo pragnie mieć swoją Prawdę i to jest nią samo w sobie.
Nie ma żadnego porozumienia, wspólnotowość jest uwarunkowana konwencją, która nie zawsze i nie wszędzie będzie obowiązywać.
Musimy coś znaleźć, czymś się wypełnić – bez tego nie ma w nas nic. Jesteśmy łatwym celem dla nieposkromionej Nicości.
Wbrew nienawistnym spojrzeniom odwracam stronę.
Nadal nic.
VII
Robi się niespokojnie, znów czuję się nieswojo. Chciałbym wyjść z własnej skóry, pozbawić siebie myśli, oczyścić z przekonań i sądów, prze-wrócić po-stawy… Zapisać siebie na nowo. W inny sposób i z większą starannością.
Taniec świateł na niebie, przedzierających się przez ciemność i pulsujących we mnie. Tańczą do wtóru dźwięków, które im towarzyszą. Coś się dzieje, a nawet dzieje się Coś.
Danse macabre… Dziękuję, postoję. I tak pomyliłbym kroki.
Korzenie i kamienie wyrastają pod moimi stopami, wrastają w stopy, aż w końcu one same stają się korzeniami i kamieniami. Zmieniam kąt nachylenia do płaszczyzny, względem której można by rozpatrywać byt, mój byt.
czy gdzieś tam, za cieniem
jest też jakaś postać
która stała się kamieniem
i musiała zostać
jak ja
sama
moje odbicie
to samo kłamstwo nazwane życiem
Jestem ziemią, ciepłem i ciszą. Jestem spokojny.
VIII
Próbują mi wmówić, że osadzili mnie w nowym kontekście, ale to niemożliwe bez autoredefinicji, której się nie podjąłem. Przecież pamiętałbym, musiałbym wiedzieć, nie da się tak na przekór, można jedynie na pozór…
Nie ma Końców i Początków, nowych otwarć. Słońce nie poczeka na nasze konwersje i nie zaświeci nowym nam, by oświetlić drogę naszym lepszym istnieniom.
poprzerzucani z kontekstu w kontekst
my rozbitkowie z wyspy ideałów
bólem wtłoczeni w zamierzchłe sensy
spotkamy się wiem gdzieś poza światem
Telefon dzwoni.
IX
Ucieczka, popłoch, zamieszanie i zamęt. Rozmnożony ruch, spotęgowany strachem i instynktem przetrwania. Pierwotny, nieprzetworzony Chaos, stwarzający się wbrew sobie i logice sam z siebie, z niczego.
Karuzela za murami naszego małego, mięciutkiego, cichego getta kręci się w najlepsze. Wszystko tam jest kolorowe, świeci się, błyszczy i uśmiecha. Jest takie rozedrgane, niespokojne jak u nas, ale jednocześnie inaczej niż u nas.
Dzieci jedzą watę cukrową. One nawet nie wiedzą, że tu jesteśmy. W ogóle nie wiedzą, że jesteśmy. To im nie jest i nigdy nie będzie potrzebne. Wiedza potrafi zabić, trzeba się jej strzec, a nie strzec jej.
Stoję pośrodku Wszystkiego, które jest Niczym. I czekam. Próbuję przełożyć siebie na Sens i Motywację.
ja nie chcę iść – chcę tu zostać
trzymam się kurczowo skrawków rzeczywistości
ściskam w garści twardą grudkę życia
policzki mam nabrzmiałe powietrzem
Ewakuują nasz szpital dom… Krew krąży w środku, we mnie… Jeszcze nie jestem wolny…
Ocena: 10/10
W tekście wykorzystałem fragmenty własnych utworów (powiedzmy) poetyckich oraz fragmenty tekstów “piosenek” z płyty “Blood Inside” w przekładzie, przekłamaniu, przeinaczeniu lub przetransponowaniu własnym.
Lista utworów:
1. Dressed in black 7:06
2. For the love of god 4:11
3. Christmas 6:15
4. Blinded by blood 6:22
5. It is not sound 4:37
6. The truth 4:01
7. In the red 3:30
8. Your call 6:07
9. Operator 3:36
Teledyski:
Dodatkowe informacje na temat wydania:
Pudełko plastikowe, szesnastostronicowa książeczka ze wszystkimi tekstami.

Wrzesień 4, 2011 @ 10:41 am
bardzo interesujące. Mnie również zafascynowała ta płyta.