Vàli – Forlatt (demo, 2004)
Vàli- Forlatt
Zabieram się za napisanie tego tekstu już pewnie ze dwa miesiące. Teraz, zasiadając do tego po raz kolejny, tym razem z nadzieją, że więcej podejść nie będzie potrzebne, musiałem wykreślić wszystko to, co przez ten czas zdążyłem naprodukować. Tak więc startuję od zera i choć jeszcze nic sensownego ze mnie nie wyszło, to wstęp już mam załatwiony. Dobrze mi idzie.;)
Garść informacji rodem z Wikipedii. Vàli to jednoosobowy (choć nie do końca, bo to pan jest, a w niektórych utworach można usłyszeć damskie wokalizy) projekt dark/neofolkowy z Norwegii. Opisywany album, a właściwie demo, to jedyne wydawnictwo w katalogu nieznanego mi z imienia i nazwiska Norwega, który pogrywa także na gitarze w doommetalowym zespole Skumring. I na tym kończy się moja wiedza na temat tego pana.
Ciężko także wiele napisać o muzyce, jaką przygotował. Jest oszczędna w środki wyrazu, głównie gitarowa, czasem tylko wzbogacona o dźwięki klawiszy, skrzypiec, fletu czy wspomniane już damskie wokalizy. Na początku byłem zdania, że te “nadprogramowe” elementy są raczej zbędne, burzą klimat kompozycji, w których się pojawiają, zaburzają ich porządek, ale z czasem zmieniłem zdanie i nie wyobrażam sobie, by miało ich nie być, Po prostu każdy dźwięk wydaje się być na swoim miejscu, a poza tym nie można powiedzieć, że muzyka jest “przeładowana”, przekombinowana, bo to nadal ascetyczne, oszczędne w środki wyrazu, ale i wysmakowane granie.
Jak widać, płyta zyskała w moich oczach od momentu pierwszego przesłuchania, choć już wtedy uważałem ją za dobrą. Przywoływała, być może oczywiste, skojarzenie z drugim longplayem Ulvera pt. “Kveldssanger”, choć dzieło “wilków”, jak kiedyś to sobie wymyśliłem i ująłem, nadaje się w sam raz na wieczór, do słuchania podczas zachodu słońca na jakiejś leśnej polanie, a “Forlatt” to w moim odczuciu rzecz “na później”, na noc. Klimat jest podobny: w obu przypadkach rządzi prostota, gitara akustyczna (a może klasyczna – nigdy nie złapię różnicy, taki ze mnie ignorant) i repetycje (które nie są niczym złym). Trudno powiedzieć, któremu z tych zespołów granie dark folku wyszło lepiej, ale jeszcze trudniej powiedzieć, że któremuś ono nie wyszło.
Krótko mówiąc, “Forlatt” to 35 minut muzyki, której po prostu wypada posłuchać, choć może nie być tak łatwo się nią od razu zachwycić i uznać za coś więcej niż miłe dla ucha dźwięki, mogące stanowić tło do wykonywania jakichś prozaicznych czynności. Jestem jednak przekonany, że warto dać jej szansę, a przede wszystkim trochę czasu, bo może się okazać, że to my staniemy się dla niej tłem.
Ja już się stałem – teraz wasza kolej.
Ocena: 9/10
Lista utworów:
1. Naar vinden graater 3:34
2. Dypt inne i skogen 3:07
3. Et ensomt minne 4:21
4. Nordlysets dans 3:02
5. Lengsel 3:36
6. Sorg 6:06
7. Skumringens omfang 0:49
8. Her lite i moerkret 4:11
9. Taake 1:39
10. Doedens evige kall 4:35
![vali - forlatt[3]](http://rzygkulturalny.files.wordpress.com/2011/12/vali-forlatt3.jpg?w=450)