Gracjan Roztocki – Impreza na maksa
Gracjan Roztocki – Impreza na maksa
Dziś impreza jest na maksa
Będzie zaraz ostra jazda
Tu dziewczyny są szalone
A chłopaki już gotowe
Ref: Bum, bum, bum, tididi, tidida
Bum, bum, bum, tididi, tidida
Ooooo, zabawa, zabawa
Ooooo, do rana, do rana
Już dziewczyny dają czadu
Żadna z nich tu nie zna strachu
Bo muzyka głośno gra
Do tańca nas zaprasza
Ref: Bum, bum, bum…
Każdy z nas jest napalony
No i przez to zakręcony
Więc szaleństwa zdarzą się!
Nie ominą również Cię
Ref: Bum, bum, bum…
Już się laska, rozebrała
Bo ochotę na to miała
Ta impreza super jest
I szalony każdy jest
Ref: Bum, bum, bum…
Już jest rano, więc jest koniec
Tej imprezy już jest koniec
Nowa będzie już niedługo
Może nawet chyba jutro
Ref: Bum, bum, bum…(x2)
Gracjana Roztockiego przedstawiać nie trzeba. Jeśli ktoś ma Internet dłużej niż pół roku i słyszał o istnieniu portalu Youtube, to musiałby być niezłym szczęściarzem, gdyby nie usłyszał także o wesołym blondynie, ubranym w kolorowe ciuszki i śpiewającym wesołe piosenki, czasem także służącym kulinarnymi instruktażami, w których wykazywał, że jest mistrzem patelni, piekarnika i okolic. Teraz, gdy wydawało się, że błyskotliwa kariera Pana Gracjana (Gracjana Pana?) dobiegła końca, co jak pamiętam, sam obwieszczał, nastąpił niespodziewany i nieoczekiwany (uwaga, dwuznaczność!) powrót. Powrót do korzeni muzycznych.
Zostawmy przeszłość, wraz z nią także cały tak zwany dorobek artystyczny i utylitarny (czyżby taki, który nadaje się tylko do utylizacji?), a zajmijmy się tym, co nowe, świeże i na czasie.
Utwór “Impreza na maksa”, który być może coś (poza hedonizmem) promuje, ale tego dziś jeszcze nie wiadomo, jest bodaj pierwszym tegorocznym hitem, przynajmniej na krajowym podwórku. Warto byłoby zastanowić się nad tym, o czym tak naprawdę opowiada, bo choć na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być aż nazbyt jasne, to jak wiadomo, pozory mylą.
Zwróćmy uwagę na tytuł, bo on jest kluczowy. Impreza to wiadomo – impreza i tyle. Co innego z “na maksa”. Jeśli by wyraz “maksa” napisać wielką literą (jak zresztą uczynił ktoś, kto ów klip udostępnił), okaże się, że mamy do czynienia ze słowno-muzyczną relacją z imprezy okolicznościowej, organizowanej w dniu imienin jakiegoś bliżej nieokreślonego i nieznanego Maksymiliana. W dodatku jest to relacja “na gorąco”, z samego miejsca zdarzenia, czyli taka, jaka być powinna.
O tym, do jakich aberracji i ekscesów podczas tegoż spędu dochodzi, dowiadujemy się już z samego tekstu. Wiadomo, że obie płci mają tam swoich reprezentantów. I tak: dziewczyny są szalone, dają czadu i nie znają strachu, a chłopaki gotowe (czyżby konformiści?), napalone i (przez to) zakręcone. Wszystko, jak widzimy, zmierza do tak zwanego rozstrzygnięcia, a o jego ewentualnej pomyślności bądź niepomyślności można by pewnie długo rozprawiać, ale byłoby to wyrażenie ogólnych, wspartych na fundamencie domniemań, przefiltrowanych przez światopoglądy sądów i stanowisk, nie odnoszących się w zasadniczej swej treści do tego, co łaskawie nam wyśpiewuje Gracjan R.
Ciekawe, że mimo prostoty wyrazu i nachalnej bezpośredniości autor także wiele rzeczy przemilczał, pominął, pozostawił jedynie w domyśle odbiorcy, nawiązując tym samym do poezji Norwida, której sam być może nie jestem zagorzałym zwolennikiem, ale niewątpliwie znajomość tekstów kultury wysokiej i nienachalne, naznaczone subtelnością dawanie do zrozumienia o tym fakcie się chwali. Trudno bowiem przypuszczać, że sytuacja opisana w przedostatniej zwrotce (“Już się laska rozebrała / Bo ochotę na to miała”) stanowiła epilog imprezy, była jej wielkim finałem, by heros-reporter, niestrudzenie opisujący zastane (niczym, nie przymierzając, Stanisław Wyspiański wesele Lucjana Rydla, którego nie należy mylić z Ryśkiem Riedlem, co wyraźnie zaznaczam), mógł powiedzieć już tylko tyle, że “Już jest rano, więc jest koniec / Tej imprezy już jest koniec”. Nie ma w tym jednak ni szczypty pesymizmu czy dekadencji, bowiem wraz z pierwszymi promieniami słońca (załóżmy, że świeciło ono tego rana) rozbłyska także promyczek nadziei, nuta radości, bowiem następna impreza będzie jutro. Chyba.
Było o treści, ale nie można zapomnieć o formie. Poza licznie nagromadzonymi epitetami i ciekawie rozonomatopeizowanym refrenem uwagę przykuwają przede wszystkim zestawienia rymowe. Jeśli pominąć fakt, że jakaś 1/3 z nich to z pewnością nie są rymy, to i tak pozostają takie zmyślne pary jak napalony-zakręcony czy się-Cię, które błyskawicznie przywołują skojarzenia z twórczością najnowszą Staszewskiego Kazimierza, a także jego pieczołowitość, staranność i niebanalność wyrazu w tym aspekcie (że wspomnę tylko kultowe “Lepszych dni nie będzie już / Ty kapelusz włóż”).* Te trzy zdania nie wyczerpują tematu środków poetyckich w omawianym utworze (ani szerszego pojęcia poetyckości tegoż), ale niekoniecznie muszę być odpowiednią osobą do tego, by próbować go wyczerpać, dlatego jedynie sygnalizuję, powiedzmy, problem.
Warty choćby wzmianki jest również sam obrazek, który towarzyszy i uzupełnia wokalno(?!)-instrumentalno(?!)-poetycką(!!!) mieszankę (doznań). Poza wręcz archetypowymi dla tego typu teledysków, naturalnie dobrze korespondującymi z tak zwanym przekazem, elementami takimi jak roznegliżowane panie, panowie za konsoletami czy napoje wyskokowe, uwagę zwraca, jak to się mawia w kolorowych i fachowych (także z tego powodu) pismach, stylizacja głównego winowajcy bohatera, która mimo brzemienności w monarsze atrybuty (korona, berło) przywołuje raczej na myśl innego władcę – władcę Watykanu. I na tym może urwę wątek, dodając jedynie spostrzeżenie kolegi, który stwierdził, że Gracjan wygląda jak coś pomiędzy Zygmuntem III Wazą a papieżem. W każdym razie zmiana wizerunkowa niewątpliwie nastąpiła. O tym, czy okaże się ona korzystna, zadecydują tak zwani widzowie.
Nie będę przedłużał. Jeśli ktoś jeszcze nie włączył powyższego klipu, niech to czym prędzej uczyni, bo nawet jeśli będzie tego szczerze żałować, a być może nawet pomstował na mnie, to na pewno to doświadczenie go wzbogaci i uczyni pełniejszą, lepszą jednostką.
Cóż, albo zwyczajnie pozwolić popłakać się ze śmiechu, czego niniejszym pragnę i pozwolę sobie wszystkim, którzy dobrnęli do tego akapitu, życzyć.
Innym chyba też, ale oni nie będą przecież o tym wiedzieć.:)
* Należy dodać, że zestawienie już-włóż pojawia się w jego poezjowaniu (a może lepiej “tekszczeniu”?) dość często. Wolę nawet, gdy kapelusz jest zastępowany beretem, a tak bywa.