Łona i Webber – Cztery i Pół (2011)


Łona i Webber – Cztery i Pół

Epitet “polski rap” niekoniecznie musi wywoływać pozytywne skojarzenia. Niemniej jednak, chcąc zachować pewien obiektywizm i nie uciekać (się) do zawsze krzywdzącego generalizowania, wypada zauważyć, że i z tej szufladki można znaleźć artystów wyróżniających się i godnych uwagi. Jednym z nich jest szczeciński raper Łona, który wraz z odpowiedzialnym za bity Webberem wydał właśnie swoją czwartą płytę. Czwartą-i-pół, jeśli wziąć pod uwagę minialbum “Insert”, który ukazał się na rynku w 2008 roku.

Dawniej, jeszcze na debiucie, czyli ponad dekadę temu, Łona wyróżniał się spośród krajowej menażerki poczuciem humoru, błyskotliwością, ironią i niczym nieskrępowanym optymizmem. A jaki jest Łona Anno Domini 2011? Cóż, po poczuciu humoru zostały tylko ledwo widoczne ślady, błyskotliwość przebrała się w szaty (nienachalnego, fakt) dydaktyzmu, ironia przeoblekła się w coś mniej subtelnego, w coś bliskiego szyderstwu, a młodzieńczy optymizm nie najlepiej wytrzymał zderzenie z rzeczywistością i przetrwał jedynie pod postacią resztek wiary w ludzi i w to, że nie jest (jeszcze) wcale tak najgorzej.

Na podstawie powyższego akapitu można by wysnuć wniosek, że kondycja artystyczna szczecińskiego rapera nie jest obecnie najlepsza, więc śpieszę donieść, że nie będzie to trafna i sprawiedliwa konstatacja. On się zwyczajnie zmienił, dojrzał, okrzepł – myślę, że także jako człowiek. A przecież ludzie się zmieniają, i to nie zawsze na gorsze. Poza tym nadal ma sporo niegłupich rzeczy do powiedzenia, na pewno więcej niż większość jego kolegów po fachu, więc równie(ż) niegłupio byłoby tego posłuchać.

A co my tu mamy? Zaczyna się od tego, że w pierwszym utworze artysta, podejmując swoistą grę ze słuchaczem, prowokuje go do odmalowania jego obrazu, jednocześnie instruując, jak takowy wykonać należy. To wszystko niweczy konkluzja, że wszelkie wyobrażenia są tylko wyobrażeniami, niekoniecznie mającymi wiele wspólnego z rzeczywistością, i nie mogą być one podstawą sposobu postrzegania drugiego człowieka, w tym przypadku Adama Zielińskiego, rapera ze Szczecina. Tak samo może być z tym, co wypisałem w kilku powyższych akapitach, jeśli nie były to wręcz konfabulacje.

Szerzej opisałem pierwszą kompozycję i mógłbym postąpić w ten sam sposób z pozostałymi, ale tego nie uczynię, co nie oznacza, że kolejne utwory są gorsze lub na podobny opis nie zasługują. Po prostu nie o to w tym, jak myślę, chodzi. Wystarczy wspomnieć, że Łona rapuje między innymi o zaściankowości, o tym, że się mijamy i nie rozumiemy, że nie mamy czasu na to, by ze sobą porozmawiać, i że w ogóle nie jest z nami najlepiej. Ponadto próbuje nawiązywać do swoich początków, a to stawiając na wygłup (nieśmieszny, niestety, jak w utworze „10”), a to na puentę („Nie wygłupiaj się” – tu też nie najlepiej to wyszło, zresztą ze szkodą dla całego utworu), a to na opowiadanie historyjek, które może uczą, ale bawią już mniej („Święty spokój”). Oczywiście nadal trzyma to niezły poziom, ale od Łony wypada oczekiwać, a wręcz wymagać więcej. Tym bardziej że jego kolega Webber wywiązał się ze swojego zadania bez zarzutu i do strony muzyczno-produkcyjnej nie można mieć zarzutu. Jest dobrze, choć może bez szaleństw i przebłysków geniuszu.

Gdy zapytałem pewną znajomą osobę o to, co sądzi na temat tej płyty, odpowiedziała, że jest ona niebieska. Miało to oczywiście sugerować, że zdanie ma nie najlepsze, a to, że jest niebieski, właściwie jedyne, co można na temat owego krążka powiedzieć. Myślę, że była to przesada, że nie jest tak źle i bezbarwnie (czy raczej jednobarwnie). Może poza świetnym singlem (“To nic nie znaczy”) niewiele tu utworów, które odstawałaby wyraźnie na plus od przyzwoitej reszty (wyróżniłbym jeszcze niemal tak samo dobre “Nie pytaj nas”, celne i błyskotliwe “Szkoda zachodu” i “Kaloryfer” -refleksyjny, oparty na świetnym pomyśle), ale kolokwialnie mówiąc, kichy także panowie nie odwalili. Płyta na równo pomiędzy 4,5 w skali dziesięciostopniowej a tą samą oceną w skali sześciostopniowej. Oczywiście w tej drugiej skali. A ile to będzie, to już nie tak trudno, znając ułamki i/lub procenty, policzyć, choć nawet nie trzeba tego robić, bo wynik widać poniżej.

Ocena: 6/10

Lista utworów:
1. Ł.O.N.A. 3:40
2. Patrz szerzej 3:38
3. Nie ma nas 2:48
4. Szkoda zachodu 3:28
5. Nie pytaj nas 3:19
6. Kończ tę rozmowę (honyszke kojok) 2:53
7. Kaloryfer 3:04
8. Święty spokój 3:01
9. Jesteśmy w kontakcie 1:58
10. 10 (gościnnie Rymek, SR) 3:44
11. To nic nie znaczy 3:21
12. Nocny ekspres 3:52
13. Bez mapy 3:51
14. Nie wygłupiaj się 2:12

Dodatkowe informacje o wydaniu:
Rozkładany digipack, brak książeczki, a więc i tekstów, zrekompensowany w całkiem miły sposób, o którym może nie będę wspominał.

Teledyski:


 

Odpowiedzi: 3 to “Łona i Webber – Cztery i Pół (2011)”

  1. Dobra recenzja, trafne uwagi, jasno wyłożone argumenty, choć z całością się nie do końca zgadzam. W skali szkolnej piąteczka spokojnie, choć rzeczywiście szkoda, że już tak mało humoru u tego Łony..

  2. Ale jaja, mogę komentować z portala 2

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.